7x7 tydzień drugi



Minął drugi tydzień wyzwania. Podeszłam do niego bardziej przygotowana niż do pierwszego, co pozwoliło mi spokojnie znaleźć wystarczającą ilość zestawień. Do tej pory w wyzwaniu wzięło udział 15 elementów mojej garderoby. Żaden element się nie powtórzył. W kolejnym tygodniu na pewno pojawią się zupełnie nowe, i jeszcze w następnym prawdopodobnie też. Trochę mnie to przeraża. W ostatecznym rozrachunku oznacza to, że pranie powinnam robić raz w miesiącu. Tyle mam ciuchów. A na pewno nie jestem rekordzistą w tej dziedzinie. Wyobrażacie sobie? Totalne szaleństwo.


Gdybym uparła się, że nosić będę wszystko, co mam w szafie, dobiłabym co najmniej do sześciu lub więcej zupełnie oryginalnych tygodni.


Kompletnie zbyteczny balast. Myślę, że przeciętny człowiek w zupełności poradziłby sobie z zestawami na maksymalnie 3 tygodnie. Mówię tutaj o praktycznej stronie, jak pranie, prasowanie, dopasowanie stroju to planu dnia i tygodnia etc. Dla mnie takie trzytygodniowe zestawienie byłoby minimalnym, ale jednocześnie zupełnie wystarczającym. Te wnioski wydają się tak logiczne, a mimo to, pisząc to, otwieram szeroko oczy.


Przyszedł mi właśnie diabelski plan do głowy. A gdybym tak rzeczywiście spróbowała budować zestawienia, w każdym kolejnym tygodniu używając zupełnie nowych elementów? W którym momencie zaczną się one powtarzać? Zastrzegam sobie prawo do wycofania się z tego pomysłu w każdej chwili:) Dodaję wobec tego nowy warunek do wyzwania - spróbuję wykorzystać wszystko, co mam w szafie. To pozwoli mi również zdecydować, które elementy tak naprawdę lubię, a których już niekoniecznie. Czyli ostatecznie zbliży mnie to do celu jakim jest osiągnięcie garderobianej nirwany. Jak gdyby dotychczasowe zasady nie były wystarczająco trudne do przestrzegania…


A mówiąc o drugim tygodniu, w wyzwaniu wzięli udział:

- pasiasty t-shirt
- różowy top
- koszula w flamingi (<3)
- białe spodnie w gumkę
- czarne bermudy
- czarne baleriny
- czarne klapki


W charakterze dodatków wystąpili:
- biała torba
- czarna torebka na łańcuszku
- duży złoty zegarek
- i niebieski szal (30% jedwabiu, znaleziony w sh, więcej zapłaciłam za pralnię, niż za szal <3)




Ostatnie zdjęcie to mój weekend - przebiegałam w tym stroju dwa dni z rzędu.


Patrząc na zdjęcia i porównując je z zeszłym tygodniem, zdaje się, że wolę siebie w jasnych kolorach. Proton też, szczególnie jak może zostawić czarne ślady swoich łapek na moich białych spodniach… No i F. stanowczo bardziej postarał się przy robieniu zdjęć. Wszystkie ręce i łapy na pokładzie zaangażowane są w mój projekt:)

Etykiety: ,